adsense

niedziela, 12 października 2014

Postanowione postanowienia

Z wiekem człowiek dojrzewa i uświadamia sobie coraz wiecej rzeczy..
Ja mialam chwilę na przemyślnia na urlopie i doszłam do trzech ważnych wniosków. Po pierwsze : samotne wakacje nie są takie złe i spokojnie można polecieć na takie all inclusive w pojedynkę. I tak nic sie nie robi tylko leży, je i pije. Wszystko to można robić samemu :)
Po drugie : życie w Polsce, pomimo iż blisko rodziny jest ciężkie. Nawet jak masz dobra pracę i dobre zarobki, trudno jest żyć tak, jakby się chciało. Ciągle trzeba na coś oszczędzać, ciągle na coś Cię nie stać. W kuchni nadal stoi stara kuchenka... Najwyższy czas skończyć tę ciułaczkę i wyjechać tam, gdzie pomimo że było się emigrantem, było Cię stać na wszystko i jeszcze więcej... Tak zapadła decyzja o powrocie do Anglii.
Po trzecie : szukanie faceta, a nawet bycie z facetem nie jest sensem mojego życia. Muszę się skupić na sobie i swoim życiu. To mit, że we dwoje jest łatwiej. Z doświadczenia wiem, że może być trudniej. A życie w pojedynkę ma wiele plusów.
I tak wróciłam do Polski i przez tydzień głosiłam wsród znajomych i rodziny te złote myśli. Aż do soboty :)
W sobotę umówiłam się z koleżanką na wino. Pół wieczoru przegadałyśmy na tematy, jak to w tym kraju źle sie żyje i snułyśmy plany na wyjazd za kilka miesięcy. Po dwóch butelkach poszłyśmy na rynek, bo ile można w domu siedzieć...
W pierwszym klubie, nic ciekawego. Wypiłyśmy drinka i postanowiłyśmy pójść do klubu z naszej studenckiej młodości. Ludzi było masa, ale żeby coś ciekawego... Z tym już gorzej. I nagle, nie wiadomo skąd pojawił się on :) Nie wiem, czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, ale na pewno coś zaiskrzyło. Nie dawałam nic po sobie poznać, bo na takich zawsze ktoś w domu czeka, żona, dziewczyna.. Po co znowu robić sobie nadzieję. Potańczymy, pośmiejemy się, potem każdy pójdzie w swoją stronę i tyle... Ale nie poszedł. Został. I sporo wskazuje na to, że zostanie jeszcze na długo.
Wiem, za wcześnie jest żeby coś powiedzieć. Dlatego to tylko drobna wzmianka. Czas pokaże, czy to ten. Po cichu trzymam za nas kciuki, ale nie chcę zapeszać. Znowu chce mi się tańczyć i uśmiecham się do wszystkich. Najszczerzej jednak uśmiecham się do niego, gdy piszemy lub rozmawiamy. Bo życie to nie bajka, a nas dzieli jedyne 1690km... I tak chcialam wyjechac :) Przypadek? Zrządzenie losu zwyczajnie :)

30 lat minęło.... :)

I stało się... Dołączyłam do grupy osób trzydziestoletnich... Nie, nie okupiłam tego wydarzenia morzem łez, ani nawet depresją, jaka zwykle towarzyszy mi w dniu urodzin. W tym roku, chociaż nic tego nie zapowiadało, z okazji urodzin poleciałam na Cypr :) Szkoda mi było kasy i jeszcze na kilka dni przed urodzinami wszsytko wskazywało na to, że jednak pojadę do rodziców i tam spędze ten dzień. W piątek rano zadzwonił stary znajomy z pytaniem, co słychać? "W zasadzie nic, mam tydzień urlopu wieć możemy coś pomyśleć." "Przylatuj na Cypr, ja jestem tutaj na urlopie." Jakos średni miałam na to ochotę. Z resztą w międzyczasie szukałam jakiś wczasów z koleżanką. Z marnym skutkiem niestety. W sobotę pojechałyśmy ostatni raz do biur z nadzieją, że może jednak będzie jakiś niedzielny wylot last minute... Nie było :( Za to udało mi się wypatrzeć loty na Cypr i już wiedziałam, że decyzja zapadła i jeśli nie z koleżanką, polecę sama. W końcu to trzydziestka... W sobotę wieczorem miałam już kupione bilety na niedzielny lot. Pozostawał tylko kwestia dotarcia do Warszawy, ale od czego jest PolskiBus.. Co prawda podróż z Wrocławia do stolicy zajęła mi 6 godzin, a lot 3,5 godziny, ale co było robić. I tak w nocy z niedzieli na poniedziałek wylądowałam na nieznanym mi lotnisku z nadzieją, że ktoś mnie odbierze i nie będę musiała koczowac na plaży... Czekał, odebrał :)


Nawet w ładnym hotelu przyszło mi mieszkać :)


Na pogodę też nie narzekałam. Jeszcze nigdy nie leżałam tyle godzin na słońcu...
Na pewno miło będę wspominać te urodziny :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Za Długi Weekend

Miałam pojechać nad morze. Z tej okazji wzięłajm sobie nawt w pracy dwa dni wolnego, także oprócz soboty i niedzieli miałam dodatkowo wolny poniedziałek i wtorek. I co? Oczywiście nie pojechałam... Jechałam  z pracy w zeszłym tygodniu i zauważyłam, że to moje auto coś źle jeździ. Poprosiłam chłopaków na warsztacie, żeby sprawdzili, co i jak. No i wyszło... Sprzęgło do wymiany :( Eh, to jest moje szczęście właśnie. I tak dobrze się stało, bo gdyby poszło w drodze nad morze, to by dopiero przygoda była. I nie pojechałam, bo już kasy było szkoda..
Za to przyjechałam do rodziców i też miło czas spędziłam. W sobotę urodziny kuzynki, w niedzielę rower, chociaż pod wiatr ciężko się jechało. W poniedziałek poszliśmy z tatą na grzyby. Niestety nie ma nic bardziej przykrego, jak już się wypatrzy takiego dordnego podgrzybka, a on po przekrojeniu cały robaczywy się okazuje... Przykrość. I tak dużo udało nam się zebrać. A dzisiaj? Dzisiaj poszłam na basen :) Trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Ja wogóle ostatnio stawiam na ruch :) Od poczatku sierpnia wzięłam się mocno za siebie i zaczęłąm chodzić na ćwiczenia. Do tego basen i zmiana diety. A co :) W końcu w następnym miesiącu kończę 30 lat. A to zobowiązuje :)
Niestety jutro do pracy już muszę wracać.. A nie chce mi się strasznie, norma... :) Nawet powrót do wrocławia przełożyłam na jutro rano, bo zaczynam pracę o 11:00 więc na spokojnie.
A w weeken jedziemy z dziewczynami do Oświecimia. Nie byłyśmy nigdy więc dzień pewnie będzie pełen emocji...

niedziela, 10 sierpnia 2014

Po rozwodzie

Dawno mnie tutaj nie było... W zasdzie jestem lekko zaskoczona, że ta strona jest nadal aktywna, chociaż w internecie podobno nic nie ginie.. I tak też jest w przypadku tego bloga.
Powinnam zmienić nagłówek, bo w moiom życiu ubyło jednego bohatera.  Tak to już jest, powiedziało sie A i trzeba było powiedzieć B. 1 kwietnia 2014 odbyła się sprawa rozwodowa i po około 30 minutach było po wszystkim. Swoją drogą, lepsza data na rozwód nie mogła nam się trafić. I tak bez żalu, no może z lekkim, każde poszło w swoją stronę...
Czy jest lepiej? I tak i nie. Bycie singlem z odzysku ma swoje dobre strony. Niczego nie trzeba. Jak się martwisz to tylko o siebie, znowu możesz być egoistą. Przed nikim nie trzeba się tłumaczyć. Nie masz ochoty sprzątać, nie sprzątasz. Nie masz dla kogo gotować, mniej  czasu tracisz w kuchni. Nie zastanawiasz się co dalej, czy to napewno ten jedyny... Są jednak te gorsze strony. Bo gdy minie czas euforii. Gdy wyżyjesz się na randkach, na które chodzisz tak często, jak masz na to ochotę. Gdy na nowo poczujesz sie wolna i piękna. Okazuje się, że w domu brakuje Ci jednak tej drugiej osoby, z którą można posiedzieć i pomilczeć. Brakuje kogoś, kto rano zrobi kawę, a wieczorem zaprowadzi do łóżka, gdy zaśniesz na kanapie... Brakuje kogoś, z kim można cały dzień się ponudzić oglądając seriale na laptopie. Brakuje kogoś, dla kogo zrobisz dobrą kolację. Brakuje kogoś, kto powie że jesteś piękna.. A wiecie, co jest najgorsze? Pomimo, że brakuje i czasami jest smutno, nikt z kim się spotkałam do tej pory nie podbił mojego serca. Zaczynam się zastanawiać, czyja to wina? Mojego skostniałego serca, które nie chce znowu się nabrać i boleć. Czy facetów? Bo albo trafiam na takich, którym tylko jedno głowie. (Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale ile można..) Albo na takich, co od razu chcą sią zakochiwać, wiązać i starzeć razem... Grrr. Do jednych i drugich mam chwilowo awersję.
No nic, ponarzekałam troszeczkę i od razu mi lepiej :)
A dla tych, którzy zaczną się w tym poście doszukiwać drugiego dna. Nie, nie żałuję podjetych decyzji. Widać tak miało być. Zwyczajnie, gdy jest sie tyle czasu z jedną osobą, zdarzają się momenty, w których odczuwa się jej brak. Ot co :)
Myślę, że zwyczajnie mimo najszczerszych chęci, nie jestem jeszcze gotowa na nowy związek. Nie czuję potrzeby otwierania się przed kimś, opowiadania mu o sobie, tylko po to żeby się okazało, że nic z tego nie będzie...
Każdy potrzebuje przejść swój okres żałoby. Dla jednych jest on krótszy, dla innych dłuższy... Ja swojego chyba jeszcze nie zaczełam, albo dopiero teraz zaczynam zdawać sobie z niego sprawę.

niedziela, 22 grudnia 2013

Świąteczna Majka

Nie mogłam się dzisiaj powstrzymać, aby nie wypróbować cierpliwosci Majki, apropo świątecznych przebieranek. Trzeba przyznać, że wyszło bardzo dobrze, chociaż główna bohaterka wygląda raczej na mało zainteresowaną całym tym zamieszaniem ...
Jakoś nie czuję świąt w tym roku. I niby wszędzie wokoło kolorowe choinki, w sklepach grają świąteczne piosenki. Sama też wszystkim swoim klientom życzę wesołych świąt, a jednak coś mi nie pasuje. Może dlatego, że w tym roku wcale nie czekam na Gwiazdkę. To był trudny rok i chociaż zaczynam wychodzić na prostą, to i tak nie ma powodów do radości. Po cichu liczę, że moja rodzina zrozumie sytuację i nie będzie zbyt wielu pytań. Nie dlatego żebym bała się na nie odpowiadać, ale bardziej ze względu an fakt, iż zwyczajnie nie chce mi się przed nikim tłumaczyć z decyzji, które ich w żaden sposób nie dotyczą...

sobota, 7 grudnia 2013

Dlaczego warto pić wódkę?

Patrząc na datę ostatniego posta uświadomiła sobie, że nie napisałam nic nowego od prawie miesiąca. I nie wynika to z mojego lenistwa, czy braku tematów, a zwyczajnie z braku dostępu do komputera. Chwilowo musze się obchodzić bez tego urzędzenia. Urzywanie komputera w pracy do prywatnych celów niestety nie wchodzi w grę. Po pierwsze dlatego, że większość prywatnych stron jest zablokowanych. Po drugie, nasi informatycy mają podglad na wszystko, co robimy na komputerach, a ja bym nie chciała, żeby cała firma, nie tylko czytała moje przemyślenia, ale dodatkowo komentowała moje życie. Wiedzą tyle,ile chcę im powiedzieć i jest dobrze.
A tak apropo nowej pracy. Powiem, że nie mogę narzekać. Fajni ludzie, którzy wspierali nas nowych od pierwszego dnia, nie tylko wiedzą, ale przede wszystkim poczuciem humoru. Praca do ciężkich nie należy, tylko nagadać sie trzeba. I tak po pierwszym tygodniu wylądowałam u lekarza z zapaleniem gardła :-) Cała ja. Ogólnie tą ostatnią zmianę odbieram bardzo pozytywnie, co zresztą wszyscy wokoło dostrzegają. Częściej się uśmiecham i wogóle zmienia mi się podejście do życia. Zaczynam koncentrować się na sobie i na rzeczach, które mi sprawiają przyjemność. Są to jeszcze małe kroki, ale jak to mówią "nie od razu Rzym zbudowano". I ja się w zupełności z tym zgadzam :-) Jak człowiek siedzi i narzeka to dostrzega same negatywne aspekty otaczającego go świata. W momencie kiedy nasza uwaga skierowana jest w tą pozytywną stronę, nasze życie też staje się lepsze i coraz więcej spraw zaczyna się układać tak właśnie, jak byśmy sobie tego życzyli.
Najtrudniejsze są dla mnie weekendy. Wtedy jakoś mniej mi się chce i więcej w głowie rodzi mi się tych złych myśli. Dlatego w zeszłym tygodniu postanowiłam coś z tym zrobić i wybrałam się z dziewczynami na miasto. Bawiłyśmy się fantastycznie, jak już dawno nie. Użądziłyśmy sobie taki typowy clubbing, przez co ilość odwiedzonych przez nas lokali jest trudna do określenia. Jeszcze trudniejsza okazała się odpowiedź na pytanie ile wódkiw wypiłyśmy... Jednego nauczyło mnie to wyjście, na imprezie lepiej pić czystą. Po pierwsze jest to znazcnie bardziej ekonomiczne. Po drugie, zabawa znacznie szybciej się rozkręca niż w  przypadku, kiedy pijemy drinki :-) No i przy tego typu wyjściach zdecydowanie lepiej przywdziać płaskie buty, które ja miałam. Wygodnie, nogi nie bolą i co najważniejsze, bezpiecznie ;-)
Tyle mądrości na dzisiaj :-)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Ludzie...

I jeszcze dodam.
Kto mnie denerwuje?
Ludzie, którzy oceniają  mnie na podstawie tego, co im się wydaje.
Bo gdy sami mają marne życie, szukają rozrywki w obgadywaniu innych.

Popatrz najpierw na siebie i dopiero, gdy u siebie nie znajdziesz żadnej wady, zacznij je przypisywać innym... Nikt nie jest doskonały, i każdemu można coś zarzucić. Ale po co?Fakt, obgadując innych zapominamy o swoich niedoskonałościach.
Posprzątajmy najpierw na swoim podwórku, a potem zastanówmy się, czy na pewno chcemy jeszcze zachodzić na podwórko sąsiada.