adsense

niedziela, 22 grudnia 2013

Świąteczna Majka

Nie mogłam się dzisiaj powstrzymać, aby nie wypróbować cierpliwosci Majki, apropo świątecznych przebieranek. Trzeba przyznać, że wyszło bardzo dobrze, chociaż główna bohaterka wygląda raczej na mało zainteresowaną całym tym zamieszaniem ...
Jakoś nie czuję świąt w tym roku. I niby wszędzie wokoło kolorowe choinki, w sklepach grają świąteczne piosenki. Sama też wszystkim swoim klientom życzę wesołych świąt, a jednak coś mi nie pasuje. Może dlatego, że w tym roku wcale nie czekam na Gwiazdkę. To był trudny rok i chociaż zaczynam wychodzić na prostą, to i tak nie ma powodów do radości. Po cichu liczę, że moja rodzina zrozumie sytuację i nie będzie zbyt wielu pytań. Nie dlatego żebym bała się na nie odpowiadać, ale bardziej ze względu an fakt, iż zwyczajnie nie chce mi się przed nikim tłumaczyć z decyzji, które ich w żaden sposób nie dotyczą...

sobota, 7 grudnia 2013

Dlaczego warto pić wódkę?

Patrząc na datę ostatniego posta uświadomiła sobie, że nie napisałam nic nowego od prawie miesiąca. I nie wynika to z mojego lenistwa, czy braku tematów, a zwyczajnie z braku dostępu do komputera. Chwilowo musze się obchodzić bez tego urzędzenia. Urzywanie komputera w pracy do prywatnych celów niestety nie wchodzi w grę. Po pierwsze dlatego, że większość prywatnych stron jest zablokowanych. Po drugie, nasi informatycy mają podglad na wszystko, co robimy na komputerach, a ja bym nie chciała, żeby cała firma, nie tylko czytała moje przemyślenia, ale dodatkowo komentowała moje życie. Wiedzą tyle,ile chcę im powiedzieć i jest dobrze.
A tak apropo nowej pracy. Powiem, że nie mogę narzekać. Fajni ludzie, którzy wspierali nas nowych od pierwszego dnia, nie tylko wiedzą, ale przede wszystkim poczuciem humoru. Praca do ciężkich nie należy, tylko nagadać sie trzeba. I tak po pierwszym tygodniu wylądowałam u lekarza z zapaleniem gardła :-) Cała ja. Ogólnie tą ostatnią zmianę odbieram bardzo pozytywnie, co zresztą wszyscy wokoło dostrzegają. Częściej się uśmiecham i wogóle zmienia mi się podejście do życia. Zaczynam koncentrować się na sobie i na rzeczach, które mi sprawiają przyjemność. Są to jeszcze małe kroki, ale jak to mówią "nie od razu Rzym zbudowano". I ja się w zupełności z tym zgadzam :-) Jak człowiek siedzi i narzeka to dostrzega same negatywne aspekty otaczającego go świata. W momencie kiedy nasza uwaga skierowana jest w tą pozytywną stronę, nasze życie też staje się lepsze i coraz więcej spraw zaczyna się układać tak właśnie, jak byśmy sobie tego życzyli.
Najtrudniejsze są dla mnie weekendy. Wtedy jakoś mniej mi się chce i więcej w głowie rodzi mi się tych złych myśli. Dlatego w zeszłym tygodniu postanowiłam coś z tym zrobić i wybrałam się z dziewczynami na miasto. Bawiłyśmy się fantastycznie, jak już dawno nie. Użądziłyśmy sobie taki typowy clubbing, przez co ilość odwiedzonych przez nas lokali jest trudna do określenia. Jeszcze trudniejsza okazała się odpowiedź na pytanie ile wódkiw wypiłyśmy... Jednego nauczyło mnie to wyjście, na imprezie lepiej pić czystą. Po pierwsze jest to znazcnie bardziej ekonomiczne. Po drugie, zabawa znacznie szybciej się rozkręca niż w  przypadku, kiedy pijemy drinki :-) No i przy tego typu wyjściach zdecydowanie lepiej przywdziać płaskie buty, które ja miałam. Wygodnie, nogi nie bolą i co najważniejsze, bezpiecznie ;-)
Tyle mądrości na dzisiaj :-)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Ludzie...

I jeszcze dodam.
Kto mnie denerwuje?
Ludzie, którzy oceniają  mnie na podstawie tego, co im się wydaje.
Bo gdy sami mają marne życie, szukają rozrywki w obgadywaniu innych.

Popatrz najpierw na siebie i dopiero, gdy u siebie nie znajdziesz żadnej wady, zacznij je przypisywać innym... Nikt nie jest doskonały, i każdemu można coś zarzucić. Ale po co?Fakt, obgadując innych zapominamy o swoich niedoskonałościach.
Posprzątajmy najpierw na swoim podwórku, a potem zastanówmy się, czy na pewno chcemy jeszcze zachodzić na podwórko sąsiada.

Bo ja krzyczeć chcę !!!

Po woli zaczynam inaczej podchodzić do życia. Bo czy bycie uczciwym i sumiennym naprawdę wychodzi nam zawsze na zdrowie? Oczywiście nie mówię tutaj, że teraz będę kraść i kłamać, ale generalnie tym, którzy lekko podchodzą do życia wiedzie się lepiej. Ja całe życie wszystkim się przejmowałam, bo co inni pomyślą, poczują? A może komuś będzie przykro. A jak coś trzeba zrobić, to na już, bo za chwilę będzie za późno... I tak cały czas. Bo tam jest zakaz wjazdu, a bilet trzeba skasować, zaspać nie wolno. I tak w kółko.
Ostatnio bardziej przyglądam się ludziom i nie wiem skąd wziął się we mnie ten strach i poczucie, że wszyscy są uczciwi. A ludzie kłamią, oszukują, nie przejmują się i żyją. I wiecie komu żyje się lepiej? No nie mi na pewno. Z ciągłymi wyrzutami sumienia. Przemyśleniami, dlaczego to, dlaczego tamto. Po prostu. I czy taka odpowiedź nie wystarczy? Pewnie, że wystarczy. Dlaczego się zwalniam, bo tak mi wygodnie. Dlaczego nie poszłam? Bo mi się nie chciało. Dlaczego tak zrobiłaś? Bo przez chwilę egoistycznie pomyślałam o sobie! I dobrze się z tym czuję!
Postanowiłam bardzo poważnie nad sobą popracować. Chcę odzyskać swoją pewność siebie i wydobyć z siebie to, co siedzi gdzieś tam głęboko zakopane. Bo ja wcale nie jestem cicha i zamknięta w sobie. Ja lubię krzyczeć. Lubię mieć rację. I lubię gdy moje jest na górze. Teraz chcę, żeby inni też o tym wiedzieli :-) Takie postanowienie poprawy, zobaczymy jak wyjdzie... :-)
Inni to we mnie dostrzegają, teraz czas na mnie. 
ps. dostałam nową pracę :-)

niedziela, 27 października 2013

W drogę

A dla tych, którzy myślą, że nie mam prawdziwych powodów do narzekania, przedstawiam raport z ilości przejechanych kilometrów od dnia, kiedy dostałam samochód służbowy. A jeżdżę dopiero od 2 tygodni... Wiedziałam, że mam duży teren i faktycznie dużą część mojego dnia pracy spędzać będę w samochodzie, ale prawie 3 tys to nie mało...       
                  

Będzie lepiej

Dużo zmian zaszło w moim życiu w tym miesiącu. I nie są to łatwe zmiany.
Zaczęłam nową pracę, ale już dzisiaj wiem, że długo nie zabawie w tej firmie, bo nie dość, że płacą marnie, to strasznie męczy mnie ta praca. Bycie przedstawicielem handlowym jest pracą trudną i pewnie dużo zależy od charakteru, a ja się w tym zwyczajnie nie odnajduję. Tak wiem, że miesiąc temu, gdy byłam bez pracy narzekałam i chciałam pracę, bez względu jaka by ona nie była. Dzisiaj wiem, że popełniłam błąd, w momencie gdy odebrałam trzy telefony z zaproszeniem na rozmowy i we wszystkich trzech przypadkach odmówiłam. A trzeba było iść, oj głupio zrobiłam. Cóż, człowiek uczy się na błędach... Teraz wysyłam CV i mam nadzieję, że szybko coś znajdę :-)
Ta dziwna praca, która zajmuje mi nie tylko osiem godzin w terenie, trzy godziny każdego wieczoru i jeszcze pół niedzieli, nie jest moim jedynym zmartwieniem.
Od trzech tygodni jestem sama. Podjęliśmy z mężem decyzję o rozstaniu... Nie było łatwo, ale czasami tak jest lepiej. Chyba obydwoje nosiliśmy w sobie takie uczucie, że coś nie gra. I faktycznie nie grało. Szkoda... Ale takie jest życie...

Paradoksalnie jest w moim życiu ktoś, kto daje mi siłę, żeby rano wstać z łóżka i mimo przeciwności wierzyć, że jeszcze wszystko przede mną, i że jeszcze będzie lepiej. Tym kimś jest mój kot. Taka Majka, całe życie walczyła o przetrwanie. Pierwsze lata żyła na wolności, gdzieś na działkach. Pewnie nie raz ktoś ją skrzywdził i często chodziła głodna. Potem niby jej się polepszyło, ale dwa lata w bidulu też nie były łatwe. Zamknięta w sobie, atakowana przez inne koty. I w końcu po wielu latach trafiła do domu, gdzie jest kochana i rozpieszczana. Karmiona najlepszą karmą. Czasami gdy śpi, nagle się budzi i biegnie do mnie z krzykiem "przytul mnie". Pewnie jej się śniło, że jest na działkach, albo w schronisku. Ale nie jest ze mną i już nic złego jej nie grozi :-)

U mnie też się wszystko poukłada, musi !!!

środa, 2 października 2013

Rocznica w Łodzi

Kwiatki na rocznicę ślubu
 Dzisiaj mija moja trzecia rocznica od dnia, kiedy mówiłam "tak, chcę" nie do końca zdając sobie sprawę, na co tak właściwie się zgadzam...
Trochę miałam racji w tym, co powiedziałam w zeszłym roku, że trzeciej rocznicy możemy nie spędzić razem. I tak się faktycznie stało. Nie jesteśmy dzisiaj razem. Nie mogliśmy razem spędzić tego dnia. I w zasadzie w żaden sposób nie był to dzień spędzony jakoś wyjątkowo...

Nie, jeszcze się nie rozwiedliśmy ;-) Zwyczajnie ja jestem w Łodzi, a mój mąż we Wrocławiu. Do domu wrócę dopiero w piątek wieczorem. A do tego czasu bardzo intensywnie szkolę się przed rozpoczęciem nowej pracy. A jest się czego uczyć. Mamy pięć katalogów, tak obszernych, że na dokładne ich przejrzenie nie starcza dnia. Niemniej asortyment w nich zawarty jest tak ciekawy i kolorowy, przez co i cała ta moja nauka nie jest aż tak męcząca. Mam nadzieję, że nowa praca nie okaże się następnym niewypałem. A przede wszystkim mam nadzieję sprawdzić się w tym nowym dla mnie zawodzie. Zobaczymy... Pierwsze wnioski będę mogła wyciągnąć już w poniedziałek, bo to właśnie wtedy wyruszę na mój pierwszy dzień w terenie. Boję się o tym myśleć. Ale trzeba być pozytywnie nastawionym, a wszystko będzie dobrze :-)

A wracając do rocznicy ślubu...
Kwiatki na rocznicę ślubu
Gdy wróciłam dzisiaj ze szkolenia do hotelu, do moich drzwi zapukała pani recepcjonistka i wręczyła mi ten prześliczny bukiet przesłany pocztą kwiatową przez mojego męża. Mały problem polegał na tym, że w pokoju nie ma nic, co nadawałoby się do utrzymania tak dużego bukietu i kwiatki w rezultacie wylądowały w dzbanku na mleko, przyniesionym z restauracji.
Ale kwiatki ładne, sami musicie przyznać :-)